Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas na obiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas na obiad. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 marca 2013

Rzecz o jedzeniu.

Amelinda ma różne okresy w temacie jedzenia: od standardowych porcji (chwalmy niebiosa!), przez odmawianie każdego rodzaju dania (o zgrozo!), aż po ucztę nie z tej ziemi (mój ulubiony ;)). Wierzcie lub nie, ale od jej apetytu zależy mój nastrój. Jeśli zje ładnie, to jestem szczęśliwa, a gdy kręci nosem na wszystko, to krew mnie zalewa. Człowiek się stara, wymyśla, urozmaica, a tu napotyka brak zainteresowania. Jeszcze gdyby wyszło niedobre, a tu cholerka zajadamy z mężem aż się uszy trzęsą. I chociaż tłumaczę sobie, że dziecko ma inne potrzeby i może faktycznie głodne nie jest, to pojąć tego nie mogę. Ja na brak apetytu nigdy nie narzekałam (tym bardziej teraz, hehe)...

środa, 6 marca 2013

Wszystko w jednym worku.

Tak bardzo chciałabym już poczuć wiosnę. Póki co zielona wyspa raczy nas chłodem, wiatrem i deszczem (serio, serio?). Chciałabym pozbyć się już tego męczącego przeziębienia (na drapanie w gardle mój cudowny lekarz polecił mi paracetamol - genialne, prawda??), wyjść na dwór bez skwaszonej miny, kipieć energią, której jak na lekarstwo, sypać pomysłami zabaw jak z rękawa.

czwartek, 24 stycznia 2013

Zupa zimową porą.

Jak już wyziębimy się na dworzu, wyjeździmy na rowerku, wybiegamy w parku, to wracamy do domu wygłodniałe i pragnące czegoś na rozgrzewkę. Najlepiej zupki! I to już, natychmiast!

 

środa, 16 stycznia 2013

Jamie po raz drugi. I pewne nadzieje.

Odkąd dowiedzieliśmy się, że rodzina się powiększy, wiedzieliśmy, że nasze lokum również musi zmienić gabaryty. Od niedawna na serio wzięliśmy się za szukanie i oglądanie mieszkań. Jutro jedziemy jeszcze raz obejrzeć gniazdko, które nam obojgu przypadło do gustu. Jam oczywiście z jednej strony uradowana, a z drugiej - przerażona różnymi aspektami. Taka to już głowa matki-dylemaciary. Trzymajcie kciuki, może będzie co uczcić?

Drugi powód do świętowania może nastąpić również niedługo - (mam nadzieję) tuż-tuż na fejsbuku uderzy mi piękna liczba 100 fanów. Z tej okazji planuję mały konkurs z małym rozdaniem. Pomożecie dobić do oczekiwanej liczby? A nuż prezencik trafi do Was? :)

Generalnie lubimy celebrować. Przy okazji lub bez. Także w kuchni. Nie znosimy, gdy robi się tam zbyt nudno. A teraz, gdy mamy jeszcze więcej czasu razem, to grzechem byłoby go nie wykorzystać (przy naszym umiłowaniu do jedzenia) w jakimś stopniu na gotowanie i eksperymentowanie. Oto co nam wyszło:


poniedziałek, 14 stycznia 2013

Eksperymentujemy z Jamie'm.

Na święta dostaliśmy książkę Jamie'go Oliver'a z przepisami, które można ugotować w 15 minut (recencja np. tu). Brzmi optymistycznie? Nie łudźcie się, czas przygotowania w moim przypadku wydłużył się o co najmniej pół godziny (ale jak to smakowało!). Może, gdyby wziąć pod uwagę samo gotowanie, pomijając przygotowanie produktów, to jakimś cudem, z wywieszonym jęzorem, zmieściłabym się w owych 15 minutach, wątpię jednak w to bardzo.
Po pierwszym przejrzeniu książki absolutnie zachwyciłam się fotografiami (i przepisami również), ale stwierdziłam, że niewiele dań moglibyśmy zjeść w trójkę. Za drugim razem ślinka ciekła mi na widok tych zdjęć tak bardzo, że musiałam coś wybrać, musiałam! I znalazłam :) I znajdę więcej, bo warto :)




czwartek, 10 stycznia 2013

Kopytkowo.

Od kilku dni chodził za mną smak kopytek. Nic innego zdawało się nie zadowalać moich kubków smakowych. Aż w końcu...





środa, 12 grudnia 2012

Obiad na słodko, dzień na słono.

Dzisiejszy dzień należał do serii "nieznośny bachor = wnerwiona matka". Amelinda chyba wstała lewą nogą, bo od rana wszystko było na NIE: nie takie śniadanie, nie taka zabawka i bez mamy ani rusz. Z uwieszoną u nogi jęczącą Córą próbowałam wykonywać codzienne czynności, ale łatwe to nie było. Tym bardziej, że czekało nas wyjście do ludzi: poczta, apteka, sklep. Ostatni etap w przyspieszonym tempie i na moich rękach...

Jedyne co nam się dzisiaj udało, to obiad. Na słodko był (co zdarza się nam prawie wcale), więc cóż miało nie pójść? ;) Dzielę się, tak jak ze mną (i innymi czytelnikami bloga) podzieliła się MamaEli*. A nuż zajdzie potrzeba osłodzenia sobie dnia.

No i mocno liczę na to, że jutro będzie już tylko sielanka (tak w nagrodę za dzisiejsze "atrakcje" ;)).


sobota, 8 grudnia 2012

Zapiekanka nieświąteczna ;)

Świąteczna atmosfera już się zakrada w nasze kąty. Myśli krążą już tylko wokół potraw wigilijnych, prezentów, choinki. Z głośników dobiega muzyka z tematyką bożonarodzeniową. Wizja dekoracji za chwilę zmieni się w realizację. Mikołajkowe spotkania trwają. Z serca płyną same pozytywne fluidy.  Ach, lubię ten grudzień, no nie da się ukryć!

Trzeba jednak jeszcze trochę zająć się przyziemnymi sprawami. Jak np. gotowaniem obiadu. Amelinda ostatnio straciła zainteresowanie łososiem. W tej zapiekance jakoś ją na nowo przekabacił na swoją stronę :) Spróbujecie?




czwartek, 29 listopada 2012

Powody nieobecności i risotto dyniowe na przeprosiny ;)

Wydarzenia ostatnich tygodni zaskakiwały mnie swoją intensywnością. Najpierw babcia zaniemogła i przebywała ponad 2 tygodnie w szpitalu, co nas bardzo martwiło. Następnie ożenienie młodszego brata, który zawsze był mi bliski, doprowadzało do wzruszeń. Wypadek mojej mamy totalnie mnie rozbił - nie co dzień wpada się pod samochód :( Całe szczęście nic poważnego się nie stało, mimo tego już prawie 3 tygodnie leży bezsilna i obolała w łóżku, nie mogąc się ruszyć prawie nigdzie (do łazienki jakoś skulona doczłapie). A teraz jeszcze TO - czyli Fasolka rosnąca w brzuchu. Moje plany musiały ulec modyfikacji, radosnej modyfikacji :) Najważniejsze, że serduszko bije i wszystko dobrze się rozwija.  A mnie powoli przechodzą mdłości i czasem senność nie daje się tak mocno we znaki.

Jak widzicie sytuacja nie sprzyjała blogowaniu. Powoli jednak dochodzimy do siebie po tych wszystkich fajnych i niefajnych historiach i proponujemy jeszcze jesienne danie. Proste (bo ja teraz "skomplikowanych" potraw jeść nie zdołam) i smaczne.





wtorek, 16 października 2012

Kolejne kotleciki i nowe smutki.

Mam tyle fajnych potraw do przedstawienia, a nie mam czasu, żeby to zrobić! Ledwo uporaliśmy się z przeziębieniem, a tu już mamy głowy zaprzątnięte jutrzejszym wyjazdem do Polski. Planowanie zaczęłam tydzień temu, pakowanie już w niedzielę (a zazwyczaj robiłam to na ostatnią chwilę, czegoś zapominając lub biorąc coś niepotrzebnie ;)). Teraz doszły jeszcze smutki. Moja Babcia wczoraj wylądowała w szpitalu, strasznie się o nią martwimy. Wiek już niemłody (89lat), a i powoli różne dolegliwości się przyczepiają. Ale taka radość życia i energia, której czasem mi brakuje! Prawie rok się nie widziałyśmy (ostatni raz byliśmy w rodzinnym domu w Boże Narodzenie), tak już tęsknimy. I ona doczekać się Amelki nie może. Ciągle o nią pytała, za każdym razem cieszyła, że coraz bliżej naszego spotkania. A tu tuż przed naszym przyjazdem zdrowie odmówiło posłuszeństwa. Oby szybko doszła do siebie...

Zamiast się zamartwiać, lepiej myśli skieruję na inny tor i wkleję zaległy przepis na kotleciki z soczewicy. Pyszne i jakie zdrowe ("soczewica jest bogata w składniki takie jak błonnik, komplet węglowodanów, kwas foliowy. Jest niskokaloryczna o małej zawartości tłuszczu i wolna od cholesterolu" - źródło)! Z zewnątrz chrupiące, wewnątrz mięciutkie. Cała nasza trójka pokochała je. Może i Wam zasmakują?






środa, 10 października 2012

Uzdrawiająca moc rosołu.

Chodził za mną od kilku dni. Najlepszy - wiadomo - maminy, ale gdy nie ma rodzicielki blisko, trzeba radzić sobie samemu. Znalazłam fajny, rozgrzewający przepis i czym prędzej wcieliłam go w życie (a raczej do gara).



wtorek, 2 października 2012

Kotletowy strzał w 10!

Znacie to uczucie, gdy staracie się, cudujecie, przygotowujecie, a dziecku i tak nie smakuje? F&*$%!!! Tak było ostatnio z kremem z pomidorów i soczewicy - niewypał totalny, choć nam smakowało. Zawsze mam stracha przy wypróbowywaniu nowych przepisów. Tym razem jednak Amelinda zjadła kotleciki z przyjemnością, zatem nie pozostaje mi nic innego, jak je polecić :)


środa, 26 września 2012

W hołdzie cukinii.

Szalona matka oglądała drugi sezon "Gry o tron"do drugiej nad ranem - każdy odcinek trzymał w napięciu i nie mogłam się powstrzymać, no nie mogłam! Z niecierpliwością czekam już na trzecią część (a propos seriali: macie jakieś ulubione i godne polecenia? polecajcie!).  Dzisiaj "w nagrodę" jestem wymięta, z "cudownie" otępiałym umysłem i opadającymi powiekami ;-) Dobrze, że Amelinda po porannym mleku (5-6) zasypia i do 8-9 jeszcze nie wychodzimy z łóżka. 

Niewyspanie nie sprzyja skupianiu się na danej czynności. Dlatego dziś propozycja smakowitej zupy na szybko, gdy człowiek zbyt wiele czasu ani chęci na gotowanie nie ma. U nas brzuszki już  napełnione kremem, domagają się drzemki. Córa od godziny śpi, więc i ja skorzystam i przyłożę głowę do poduszki choćby na 15 minut ;-) A tymczasem rzućcie okiem na przepis...


poniedziałek, 24 września 2012

Miłośnicy łososia to my!

Amelinda ucina drzemkę, a ja czasem nie wiem za co się chwycić. Pranie, sprzątanie, mopowanie, gotowanie? A może po prostu relaks? Nie umiałabym usiąść w spokoju ze świadomością, że obowiązki czekają. Wolę najpierw je odbębnić, a potem delektować się ciszą (jeśli tylko mi się uda i Amelka nie zdąży się do tego czasu obudzić). Jeśli jestem szczęściarą (tak jak dziś!), gotowy obiad stworzony wczoraj czeka na dziś w lodówce (bo wczoraj wybraliśmy się do znajomych na ręcznie ugniataną pizzę - pychota!), a ja mam więcej czasu dla siebie :) A jeśli jeszcze dodatkowo nie pada (co nie często się zdarza na tej naszej Zielonej Wyspie), to już w ogóle pełnia zadowolenia mnie dopada :)

Nasze kubki smakowe cieszą się na sam widok łososia. Jemy rybę przynajmniej raz w tygodniu, obowiązkowo i z przyjemnością. Tym razem w otoczeniu makaronu i brokułów. Amelinda też wcina, chociaż w tym tygodniu zjada wszystkiego mniej. Czyżby ząbki? U Was podobnie?


piątek, 21 września 2012

Co mówię na to ja? POMIDOR!

Zakupy spożywcze ( o ciuchowych mowy nie ma) w towarzystwie Amelindy nie należą do najprzyjemniejszych ;-) Otóż, gdy jesteśmy w trójkę - nie ma problemu. Jedna osoba może ganiać Córę między regałami, a druga wybierać produkty. Gorzej, gdy jesteśmy tylko we dwie (a zazwyczaj tak bywa) - o ganianiu nie ma mowy. Muszę przekupić Małą Dziewczynkę, żeby grzecznie siedziała w wózku sklepowym. Nie możemy zatem wyjść z domu bez kluczy, telefonu (sprawa oczywista, że Amelinda uwielbia je obśliniać), ale też jakichś przekąsek. Córa zajęta = mama może spokojnie wykonywać swoje = zakupy udane :) Właśnie z takowych wróciłyśmy.

I wiecie co? Powietrze na dworze robi się coraz zimniejsze, czuć powiew jesieni. Przydało by się zjeść coś rozgrzewającego. Tylko co? Jak to co?! Zupę! :)

Korzystając z drzemki Amelci gotuję, a w międzyczasie połykam książki. Tym razem "Krok do szczęścia" Anny Ficner-Ogonowskiej. Cięęężko się oderwać, uwielbiam! Czasem myślę, że mogłabym zaczytać swoje życie (w zamian za przespanie go) ;-)

Wracając do zupy...Amelinda nie akceptuje jeszcze pomidorów w wersji surowej. Wypluwa je od razu, nie ma zmiłuj. Próbuję zatem przemycać je pod inną postacią - sosu do spaghetti lub np. zupy :)